piątek, 30 grudnia 2011

Odnaleźć nadzieję

Dlaczego zawsze jest tak, że ja muszę wszystko zniszczyć? Dlaczego jeśli nawet mam dobry plan, on i tak nie wypala? Harry chyba na mnie nie zasługuje.
Uniosłam w górę złoty miecz, gotowa zranić dyrektora. Serce biło mi jak dzwon, miałam przeczucie, że nie wyjdę z tego cała.
Neville nadal leżał na podłodze i tamował krew, wyciekającą z jego policzka, a Luna drżącą dłonią wyciągnęła różdżkę. Na twarzy Snape'a pojawił się grymas gniewu.
- Oddaj mi miecz- powtórzył groźnie. Pokręciłam głową.
- Drętwota!- zawołała Luna niespodziewanie, ale jej zaklęcie odbiło się od tarczy mężczyzny. Za sprawą niewerbalnej magii różdżka blondynki wylądowała w jego dłoni.
- Niech pan się nie zbliża!- warknęłam nerwowo i zamachałam się mieczem, gdy zrobił krok w moją stronę. Posłał mi piorunujące spojrzenie.
- Chcesz mnie zabić, Weasley?- zapytał drwiąco.
Zagryzłam wargę. Chciałam, ale nie mogłam się na to zdobyć. Nie zamierzałam splamić swoich rąk krwią. Nawet jeśli to krew mordercy.
- Tylko zranić- odparłam i impulsywnie pchnęłam miecz do przodu. Snape jednak miał szybki refleks i odskoczył, ratując przy tym swoje ramię, w które celowałam. A potem wszystko potoczyło się szybko.
Z różdżki dyrektora błysnęło światło, które mnie oślepiło. Cofnęłam się, zahaczając o Lunę i upadając. Jasnowłosa zawołała mnie po imieniu, ale zaraz i ona krzyknęła, lądując kilka metrów dalej. Neville próbował nam pomóc, lecz dostał kolejnym zaklęciem i zamilkł. Snape błyskawicznie podszedł do mnie i wyrwał mi z ręki miecz. Walczyłam, jednak on był znacznie silniejszy. Jęknęłam, gdy moje palce zacisnęły się na powietrzu.
Chciałam się podnieść, ale znów trafiło we mnie zaklęcie. Moja głowa opadła bezwładnie na malachitowy dywan, a ja straciłam przytomność.

Coś mokrego i zimnego dotknęło mojego czoła. Z trudem otworzyłam oczy i gwałtownie się poruszyłam, spodziewając się ciosu.
- Uspokój się, kochanie.
Przy moim łóżku stała pani Pomfrey. Ze zmartwioną miną przykładała mi okład do pulsujęcego czoła. Zerknęłam w bok. Za oknami szkrzydła szpitalnego było już ciemno. Pojedyńcze świece na stolikach rzucały światło na Neville'a i Lunę. Obydwoje mieli zamknięte oczy i nie wyglądali za dobrze. Chłopak posiadał rozcięcie na policzku, był blady i oddychał ciężko. Blondynka za to miała pomierzwione włosy i rękę zgniętą pod dziwnym kątem. Nadal ubrani byli w szkolne szaty.
- Co się stało?- zapytałam szeptem.
- Dyrektor was tu przyniósł jakieś dwie godziny temu. Powiedział, że mam się wami zająć, a gdy wydobrzejecie, przysłać was do niego- jej twarz przybrała surowych rysów- Wyglądał na zagniewanego. Co znowu narozrabialiście?
Pokręciłam głową. Chciałam zapomnieć o tej całej akcji z mieczem. To była porażka. Moja porażka.
Przepraszam cię, Harry, przepraszam, kochanie, chciałam ci tylko pomóc, ale jestem na to zbyt głupia. Zawiodłam cię.
Opadłam na poduszkę z cichym jękiem. Moje oczy się zaszkliły.
- Jak się czujesz?- zapytała pielęgniarka, wracając do przykładania okładu.
- A jak powinnam?
- Masz guza na czole i jesteś osłabiona, ale wyjdziesz z tego. Tobie i twoim przyjaciołom podałam już odpowiednie wywary. Jutro będziecie zdrowi. Ale nie wiem, czy to dobrze...-westchnęła- Prześpij się teraz.
I odeszła. Po moich policzkach niekontrolowanie popłynęły łzy. Czułam się beznadziejnie, a myśl, że jutro Snape prawdopodobnie nas wywali sprawiała, że chciałam skoczyć z wieży astronomicznej. Chodziaż, może dobrze, że stąd odejdę. I tak się poddałam.

Rano faktycznie czułam się lepiej. Przynajmniej pod względem fizycznym. Nic mnie bolało, prócz serca. Neville i Luna też się ocknęli i podzielali mój ponory nastrój. W milczeniu zjedliśmy przyniesione przez panią Pomfrey śniadanie. Akurat gdy skończyliśmy, skrzydło szpitalne odwiedziło kilka osób. Byli to członkowie GD.
- Przepraszam was- odezwał się Seamus- Za krótko się z nim kłóciłem.
- Ja też- przyznał Michael ze smutną miną- Snape odebrał nam punkty, a potem odszedł. Byłem nieco sparaliżowany strachem, zapomniałem języka w gębie.
- A my go nie zatrzymaliśmy- mruknęła Demelza- To znaczy, rzuciłam w niego zaklęcie, gdy już szedł, ale nie trafiłam.
- A mnie nakrył i wysłał do Carrowów- dodał Colin i wskazał na fioletowe plamy na twarzy- Stąd te siniaki.
- Jednym słowem wszyscy nawaliliśmy- podsumował Neville- Przepraszam. Nie powinieniem was z to wciągać.
- Ty?- żachnęłam się- To był mój urojony pomysł!
- Ginny, nie obwiniaj się- szepnęła Luna z lekkim uśmiechem. Ona jako jedna z nielicznych zachowała w sobie resztki nadziei- Jakoś sobie poradzimy.
Nie wierzyłam w to, ale nie chciałam niszczyć jej humoru.
Nagle drzwi się rozsunęły i stanęła w nich McGonagall. Była blada, a jej mina wyrażała wzburzenie. Podeszła do nas szybkim krokiem i posłała nam surowe spojrzenie.
- Nie mogę zrozumieć, że wykazaliście się taką głupotą- powiedziała przez zaciśnięte zęby- Żeby ukraść miecz z gabinetu śmierciożercy...CZY WYŚCIE ZWARIOWALI?!
- Chyba tak- mruknęłam posępnie.
- A nie przyszło wam do głowy, że to może być niebezpieczne?!
- Chcieliśmy go zdobyć dla Harry'ego...-powiedział cicho Colin, a Demelza go poparła.
- Potter z pewnością nie pochwaliłby nadstawiania za niego karku. A teraz...jesteście skazani na łaskę Snape'a- niespodziewanie jej oczy zwilgotniały, a dłoń powędrowała na moją- Nie mogę wam pomóc...
Przez chwilę panowała cisza. Wszyscy patrzyli się na nauczycielkę, która zaraz wzięła się w garść.
- Mam was zaprowadzić. Módlcie się o łaskawość- szepnęła. Ja, Luna i Neville wstaliśmy z łóżka i ruszyliśmy do gabinetu dyrektora. Po drodze czułam się jakbym była już duchem. Beznamiętnie patrzyłam jak gargulce się rozsuwają, nawet nie doznając strachu. Wszystko mi jedno. Niech los zdecyduje o karze, jaka mnie czeka.
Kara...Ile rzeczy mieści się pod tym pojęciem...
W gabinecie czekali już Snape i Carrowowie. Na twarzach rodzeństwa malowała się satysfakcja i pogarda.
- Przyszli nasi złodzieje- zażartowała Alecto- Teraz już Severusie nie masz wątpliwości, żeby ich wyrzucić.
- Z twojego punktu widzenia-nie. Ale...zastanawiam się co nam to da, że ich wydalimy- jego czarne oczy przesunęły się po twarzach naszej całej trójki-Zostaną wtedy ułaskawieni.
- Ale stracą możliwość nauki i...-uśmiechnęła się- gwarancję bezpieczeństwa.
- Jednak naszym celem jest wychować młodzież- drążył Snape. Sama nie wiedziałam która z opcji jest gorsza- Czarny Pan życzy sobie kulturalnych czarodziejów w jego szeregach...
Zemdliło mnie. Wydawało mi się, że jestem laleczką, za której sznurki pociągają oni. Nie miałam nic do powiedzenia.
- Oni nigdy nie będą kulturalni...
- To kwestia...motywacji, siostro- wtrącił się Amycus- Zgadzam się z Severusem. Wyrzucenie ich ze szkoły to żadna kara. Za to możemy ich ukarać i wychowywać.
- Jaką karę proponujesz? Mam jeszcze kilka zaklęć, których nie wykorzystałam...- Alecto spojrzała na mnie kpiąco.
- Nie jestem pewny, czy torturowanie ich organizmu to dobry wybór- rzekł Snape, a ja po raz pierwszy zauważyłam, że nie zachowywał się tak agresywnie jak reszta. Nie chciał nam sprawić dużego bólu- Proponuję spacer po Zakazanym Lesie.
- Och, szkoda, że jeszcze nie drink w barze- zadrwiła śmierciożerczyni.
- Na dworze jest mróz, kilka godzin w zimnie ostudzi ich zapał do głupot- odparł Snape, a Amycus go poparł. Alecto w końcu też dała się udobruchać i tego wieczoru zaplanowano dla nas przechadzkę.

- Poradzisz sobie?- spytała Demelza podczas gdy ubierałam kurtkę. Zerknęłam na nią.
- Chyba tak. W końcu to tylko spacer.
- Wiesz jakie tam jest zimno?- wtrąciła się Wiktoria- Ta zima jest wyjątkowo...Och, przepraszam. Nie chciałam cię wystraszyć.
Wzruszyłam ramionami. Nadal byłam pod wpływem obojętności.
- To cześć- mruknęłam i wyszłam z dormitorium.
Udałam się w wyznaczone miejsce. Przy drzwiach wyjściowych czekali już Neville, Luna, ubrani w ciepłe stroje i Alecto. Uśmiechnęła się podle na mój widok.
- Oddaj różdżkę- powiedziała, a ja z niechęcia wręczyłam jej magiczny patyk. Potem cała nasza czwórka wyszła na dwór.
Tego wieczora było naprawdę zimno. Niebo pokrył już mrok, białe płatki śniegu wirowały i łaskotały nasze twarze, a wiatr targał płaszczami.
Przeszliśmy przez błonia pokryte białym kożuchem i doszliśmy do lasu, który w bladym świetle księżyca wyglądał naprawdę niesamowicie.
Z moich ust wydobył się obłok pary.
- No to zaczynajcie. Macie dwie godziny na spacer. Ja tu na was poczekam- Alecto zaklęciem rozpaliła ognisko. Popatrzyłam z utęknieniem jak ciepłe płomyki tańczą ze sobą wesoło.
- No już!- pogoniła nas różdżką i musieliśmy wejść w gęstwinę- Tylko się nie zgubcie!
- Gruba suka- wycedziłam cicho, a Neville zaśmiał się sztucznie.
- Dobrze powiedziane.
Las był ciemny i mroczny. Blask księżyca prawie nie przedzierał się przez liście rozłożystych drzew i ledwo widziałam cokolwiek. Zaraz mogłam wpaść na drzewo lub jakieś stworzenie. Poczułam lęk. Wydawało mi się, że ciemność napiera na mnie, że uginam się pod jej ciężarem. A w dodatku szpileczki mrozu bezlitośnie atakowały moją skórę.
- No, to przynajmniej lepsze niż Cruciatus- szepnęła Luna, a ja powstrzymałam się od prychnięcia- Widzicie coś?
- Nie za bardzo-odparł Neville- Chwyćmy się za ręce, by na coś nie wpaść i się nie zgubić.

Tak też zrobiliśmy. Trzymając się za dłonie ruszyliśmy wydeptaną dróżką między drzewami, wytęrzając wzrok. Dygotaliśmy z zimna i niewiele się odzywaliśmy. W dali słyszałam odgłosy dzikich zwierząt. Pohukiwanie sowy, dudnienie kopyt, piszczenie wiewiórek. Bałam się, że natrafimy na coś groźnego i...głodnego. Za każdym razem gdy myślałam, że zaraz coś wyskoczy i rozszarpie nam gardła, skupiałam się na Harry'm. Jak przez mgłę pamiętałam nasze wspólnie spędzone chwile.
Moje usta były takie zimne...Potrzebowały ciepła jego warg...
Byłam taka słaba...Potrzebowałam jego silnych ramion...
W sercu czułam pustkę i dziwny ból...Potrzebowałam jego cudownego głosu...
Nagle się zatrzymaliśmy.
- Tutaj chyba są jakieś głazy. Usiądźmy na nich- zaproponował Neville, a ja posłusznie zajęłam miejsce na zimnym kamieniu i otuliłam się rękami.
- Czemu nie idziemy dalej?- zapytała Luna, pociągając nosem.
- Nie możemy oddalać się za daleko, bo zabłądzimy. Chcę, żeby Alecto nas nie widziała, ale żebyśmy trzymali się w miarę blisko skraju lasu.
- Rozumiem. Ale zimno, nie? Nigdy nie sądziłam, że tak zatęsknię za kominkiem w pokoju wspólnym...
- Ja też. Położyłbym się na wygodnej kanapie i zasnął...
- A ja bym wypiła jeszcze kubek czegoś ciepłego.
- O taaak...
Poczułam łzy na policzkach. Jak mogłam być taka samolubna? Jak mogłam narzekać na zimno i niewygody? Przecież Harry ma się o wiele gorzej. Nie posiada stałego dachu nad głową, nie zawsze może zjeść pożywne posiłki, musi się ukrywać po jakiś odludnych miejscach...Jemu to dopiero trudno.
Potarłam zmarznięte dłonie. Tak bardzo chciałam mu jakoś pomóc...Ta tęsknota mnie dobijała. Za tydzień Święta, a potem skończy się grudzień...Pięć miesięcy trwania osobno, pięć miesiący, odkąd on ruszył na misję, zostawiając mnie samą...
- Ginny? Dlaczego płaczesz?- usłyszałam głos Luny, ale nic nie zrobiłam, dalej łkając.
Czasem tak jest, że się płacze, a nie ma konkretnego powodu smutku. Po prostu wszystko wydaje się przytłaczające.
Blondynka przytuliła mnie lekko, dając mi trochę swojego ciepła. Tak się cieszyłam, że ją mam u swego boku...
- Co się stało?- spytał zaniepokojony Neville.
- Ja...po prostu tęsknię za nim i martwię się o niego. Może zginąć w każdej chwili.
- Wiem, ale Harry jest silny, poradzi sobie. Ty też. Ta cicha walka nie będzie trwać wiecznie.
Pokiwałam głową i objęłam go mcono.
- Tak bardzo go kocham...
Ani Luna ani Neville się nie odezwali. Po prostu trwaliśmy w ciszy, wtuleni w siebie nawzajem. Nie wiem, ile minut odmierzył już zegar, ale w końcu chłopak powiedział, że możemy wracać.
Dotarliśmy ogniska, przy którym spokojnie siedziała sobie Alecto.
- Mam nadzieję, że wam się podobało- powiedziała- Idziemy, już.
Płomienie zgasły, a my ruszyliśmy do zamku. Mijając chatkę Hagrida, zobaczyłam jego włochatą twarz w oknie. Uśmiechnął się do mnie krzepiąco, a ja odwzajemniłam to. Miałam wrażenie, że łzy wymyły ze mnie tą pustkę i poczucie beznadziejności. Teraz znów byłam sobą, tą odważną i upartą Ginny Weasley. Nie ważne, ile przeszkód będę musiała pokonać, spotkam się z Harry'm. Ponownie zobaczę jego przystojną twarz, ponownie dotknę jego miękkich włosów, ponownie go pocałuję...
Na nowo zapłonęła we mnie nadzieja.
Nadzieja matką głupich- syknął mi złośliwy głosik w głowie. Poprawiłam czapkę i uniosłam dumnie brodę. Śnieg zdawał się szeptać pocieszające słowa...
Może i tak, ale to nadzieja umiera jako ostatnia- pomyślałam dobitnie, wkraczając do ciepłego zamku.
***
No, ten rozdział też wyszedł długi, ale mam nadzieję, że się podobał. Nie wiem, kiedy będzie następny, bo zbliża się szkoła i będę mieć mało czasu do pisania. Wydaje mi się, że możecie się go spodziewać za tydzień lub dwa:)
Założyłam też nowy blog o...Dramione. Jeśli ktoś chce wejść to zapraszam, będzie mi bardzo miło:)
Życzę wam wspaniałego sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku!

11 komentarzy:

  1. O, chyba jestem pierwsza, niemożliwe:D To teraz odnośnie notki...odpłynęłam. Była fantastyczna, świetnie opisujesz uczucia, z czym ja zawsze mam problem:P Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiej kary dla Ginny, Luny i Nevilla, bo w książce z tego co pamiętam mieli oni ,,odpokutować" u Hagrida (dla nich to chyba żadna kara, nie?). Ale Twoja wersja jest równie zadowalająca:D
    No coż,...Pozostaje mi jedynie życzyć wszystkim SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU, a Tobie duuuuużo weny, bo sama próbuję pisać i wiem jakie to czasem trudne:P
    Tak więc serdecznie pozdrawiam i z niecierpliwością oczekuję nowej notki:D
    Twoja wierna czytelniczka Laura:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za miłe słowa;)
    Jeśli chodzi o ten szlaban to przyznam się, że nie spojrzałam do książki. To znaczy wiedziałam, że poszli do Zakazanego Lasu, ale zapomniałam, że z Hagridem;) No nic, ta kara więc była gorsza niż powinna...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dłuuuugi. Juliet się cieszy :D Nie tylko dłuuuugi, ale też baaardzo dobry. Było ciekawie, było interesująco... McGonagall tak się o nich troszczyła... Przepraszam, że się zachowuje, jak jakaś nienormalna, ale jestem zmęczona i nie wiem co napisać :) Rozdział w sumie: jak zawsze wspaniały! Było tam kilka błędów takiego typu, że zjadłaś słowa, ale to takie nic... Masz bardzo przejrzysty styl pisania, który sprawia, że bardzo przyjemnie się czyta twoje notki :)
    Pozdrawiam :D

    PS: Szampańskiego Sylwestra i Szczęsliwego Nowego Roku!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Ci ślicznie za miłą opinię i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzecia, ale wciąż na podium! xD Nie wiem skąd wytrzasnęłaś taki wspaniały talent do opisywania uczuć. Podziwiam Cię za niego. Pozatym to, że dodajesz do tekstu obrazki pomaga wyobrazić sobie konkretne sceny, ze wszystkim i szczegółami. A teraz do treści... No więc tak... Znów napiszę to co napisałam w poprzednim komentarzu. Gdybym nie czytała ostatniej części HP nie wiedziałabym dlaczego Snape TAK się zachowuję. Pozatym coraz bardziej nie cierpię Carrowów i uwielbiam McGonagall za to co robi dla GD i wszystkich jego członków. Tylko jedno mi nie pasuję. W książce było wyraźnie napisane że szlaban w Zakazanym Lesie Nevill, Luna i Ginny odbywali pod opieką Hagrida a nie sami. Pozatym fajnie.
    To tyle. Czekam niecierpliwie na kolejną notkę. Pozdrawaim i życzę szapańskiego Sylwestra z zabawą do białego rana!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Ci bardzo. Jeszcze raz przepraszam, zapomniałam o tym Hagridzie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Informuję, że u mnie nowy rozdział ;)
    Ładnie. Najlepsza była ta część w Zakazanym Lesie. Mi jakoś nie przeszkadzał brak Hagrida. Kara miała być karą, szczególe, że to kara za kradzież miecza.
    Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju...to straszne! Oczywiście mówie o mojej sytuacji. Ja naprawdę bardzo, bardzo Cię przepraszam!!! Mój komputer nawalił i wogóle go nie mogłam włączyć. Komentuję więc dopiero teraz. Notka fantasyczna...chociarz taka smutna! Ale napisana rewelacyjnie. Te wszystkie myśli Ginny... Ah...jak ja się stęskniłam za twoimi notkami kiedy nie mogłam ich czytać. A teraz przeczytałam tą i chcę więcej! Ale oczywiście ja rozumiem...Szkoła, obowiązki. Zreszta ja sama pisze jutro wypracowanie z Polskieg, więc życz mi szczęścia;) Pozdrawiam Cię gorąco w mokre, szare i smutne dni i życzę dużo weny, bo przecież teraz są 3 dni wolne...Może coś napiszesz?:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Ci za miłe słowa!
    Nie musisz przepraszać, ważne że skomentowałaś, czas nie gra wielkiej roli :)
    Postaram się coś napisać w te trzy dni, ale nic nie obiecuję. Zobaczymy czy wena mnie odwiedzi;)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w szkole :*

    OdpowiedzUsuń